Oczywiście, że o tym wiedziałam, kochanie. Tyl ko że nigdy nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Kocham cię. Kochałam cię wtedy i kocham teraz. Kiedy opowiada łem ci o zwolnieniu z wojska, opowiedzia­ łem też o Frankym Furbo. Powiedziałem o nim od razu, kiedy w czasach studenckich spotkaliśmy się na zabawie, w tamten piąt­ kowy wieczór, kiedy to od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że lylko ciebie kocham. Byłem pewien, że jesteś pierwszą osobą w moim życiu, której mogę opowiedzieć o Frankym, która nie wybuchnie śmiechem albo nie ucieknie przede mną z krzykiem. •Stało się to przecież zaledwie w rok po moim zwolnieniu ze szpi-lala w Kentucky. Chyba wtedy mi wierzyłaś? Caroline patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. W dłoni l r/y ma maselniczkę, którą miała właśnie wsunąć do lodówki. — To było tak dawno temu, Williamie. Po wojnie wszystko się zmieniło, a ty byłeś taki smutny. Zafa­scynował mnie twój sposób bycia, jeep ze ściętym da­chem, pełen klatek dla ptaków, nawet to, że miesz­kałeś w namiocie rozbitym na wzgórzu w kanionie Topanga. No, a potem wybudowałeś swoje prywatne gniazdo na strychu Moore Hali.